mojaszosa.pl

Kolarstwo szosowe, wyniki, wyścigi

Nowa rakieta Arkadiusza Perina Nowa rakieta Arkadiusza Perina
 – Gdy wyjąłem ją podczas Pucharu Świata w Novym Meście, wiewiórki prawie pospadały z wrażenia z drzew – mówi Arkadiusz Perin o swojej nowej... Nowa rakieta Arkadiusza Perina

 – Gdy wyjąłem ją podczas Pucharu Świata w Novym Meście, wiewiórki prawie pospadały z wrażenia z drzew – mówi Arkadiusz Perin o swojej nowej szosowej rakiecie. To fluorescencyjna Merida Scultura z limitowanej serii. – Nie potrzebuję już blasku księżyca. Jest niesamowita! – uśmiecha się czołowy zawodnik enduro i DH w Polsce, trener m.in. Mai Włoszczowskiej i polskiej kadry zjazdowej.

– Ścigam się już 14 lat, trochę tych rowerów kupiłem, ale „szosy” jeszcze nigdy. To moja pierwsza i ostatnia. Jest niesamowita! – ekscytuje się Arkadiusz Perin, który od niedawna jest szczęśliwym posiadaczem roweru Merida z limitowanej serii, modelu Scultura Special Edition. Czołowy zawodnik enduro i downhillowy w Polsce oprócz rowerów MTB korzystał dotychczas z jednej z wcześniejszej wersji szosowej Scultury. Gdy uznał, że czas zmienić ją na nowszy model, jego uwagę przykuła fluorescencyjna Merida inspirowana malowaniem rowerów tej marki na olimpiadę w Rio de Janeiro. – Nie widziałem piękniejszej „szosy” – tłumaczy główny powód, dla którego zdecydował się właśnie na nią. Przesiadkę na zieloną rakietę poprzedziły jednak testy Scultury 6000, którą prestiżowy magazyn „Cycling Weekly” uznał za „Najlepszy lekki rower 2016”. Rama tego roweru jest bardzo zbliżona do ramy Scultury Special Edition, dlatego Perin wiedział po testach, czego może się spodziewać po docelowym modelu. Scultura 6000 towarzyszyła mu m.in. podczas zgrupowania ze swoją podopieczną Mają Włoszczowską w San Remo. – Trenowałem z nią oczywiście na trasach MTB, ale chciałem również pojechać na szosę „polatać po równym na watach”. Bałem się, że nie wytrzymam tempa, ale skończyło się na tym, że udało mi się wrócić z Mają z tego treningu, rower dodał mi skrzydeł – wspomina. Jak dodaje, od razu po testach zamówił swoją zieloną rakietę.

 

Scultura znana i lubiana

Świetnie oceniana przez światowe media najnowsza wersja Scultury miała swoją premierę przed Giro d’Italia 2015. – To najbardziej zrównoważony rower szosowy w naszym portfolio. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jego niskiej wagi, sztywności, komfortu i aerodynamiki – mówi Juergen Falke, dyrektor produktów Meridy i szef jej działu badawczo-rozwojowego. – Oddźwięk ze strony zawodowców jest znakomity. Cieszą się nie tylko z niskiej wagi Scultury, ale także z agresywnego prowadzenia i zwinności roweru – dodaje Patrick Laprell, product manager Meridy odpowiedzialny za jej rowery szosowe. Rower zasłynął również dzięki 4,5-kg wersji Scultura Superlite LTD. To najlżejszy seryjnie produkowany rower świata. Obecnie nieco cięższa, bo 6,8-kg Scultura jest podstawowym narzędziem pracy Vincenzo Nibalego z grupy Bahrain-Merida, zwycięzcy wszystkich trzech wielkich tourów. Wiele zastosowanych w niej rozwiązań wykorzystano również w modelu Arkadiusza Perina. Mocne serce Scultury Special Edition, czyli zoptymalizowaną w tunelu aerodynamicznym ramę, uzupełniają m.in. w koła Fulcrum Racing Quattro Carbon i osprzęt Shimano Ultegra. Całość bardzo przypadła do gustu jednej z najbarwniejszych i najważniejszych postaci polskiego świata rowerowego.

 

Chłopaki mówią „wow!”, dziewczyny „wrrr!”

Czołowy specjalista w zakresie techniki zjazdu w Polsce nie mógł się powstrzymać przed odpaleniem swojej rakiety na ostrych zjazdach. – Jazda na tej „szosie” nie przypomina ani trochę zjazdu na moim rowerze zjazdowym. Jest raczej jak jazda moim samochodem rajdowym: sztywnym, niskim, przyklejonym do asfaltu. Nawet nie wiesz, kiedy masz stówkę na blacie! – podkreśla Perin. Pomyślana m.in. jako lekki rower na ciężkie podjazdy Scultura spodobała mu się także podczas wspinaczki. – Zacząłem hamować przed zakrętami. Poważnie! Gdy „wstaniesz w korby” i „depniesz”, to aż kierownicą szarpie. 100% przełożenia siły na prędkość jazdy – mówi. Gdy porównuje swój wcześniejszy model z obecnym, nie może wyjść z podziwu, jak wielka różnica technologiczna dokonała się w świecie rowerów szosowych. – Na pewno nie wykonali jej ludzie! – żartuje o swojej nowej maszynie. Nie mniejsze wrażenie robi na nim malowanie Scultury. Jak się okazuje, nie tylko na nim. – Gdy wyjąłem ją podczas Pucharu Świata w Novym Meście, wiewiórki prawie pospadały z wrażenia z drzew! Moja zielona rakieta wzbudza wielkie zainteresowanie. Jest fluorescencyjna i świeci w ciemności, na co chłopaki robią „wow!”, a dziewczyny „wrrr!”. Nie potrzebuję już blasku księżyca – mówi z zadowoleniem. Choć koronne dyscypliny Perina wymagają innego rodzaju roweru, nowa szosówka z pewnością nie będzie się kurzyć. – Jeżdżę nią, ile tylko mogę. Trenuję na niej przede wszystkim rozjazdy. Wsiadam na nią także wtedy, gdy jestem bardzo zmęczony, ponieważ, mimo że nie mam siły pedałować i noga nie chce się kręcić, to czuję wiatr we włosach.

 

Wrzucić piąty bieg na luzie

W świecie ogolonych nóg, „wytopionej” łydy i wszechobecnej „stylówy” Perin idzie pod prąd i zachęca, by wrzucić na luz. – Albo kochasz jeździć na rowerze, albo musisz wyglądać. Nie golę nóg, choć wiem, że wtedy masażysta się cieszy i lepiej eksponuje się mięśnie – uśmiecha się. – Jeździjmy w czym chcemy i lubimy, bądźmy wszyscy bardziej wyrozumiali, a może kiedyś uśmiechniemy się, gdy ktoś w sukience będzie nas wyprzedzał na składaku – proponuje. Utytułowany zawodnik jeszcze blisko pół roku temu leżał na stole operacyjnym, jednak stopniowo wraca do zdrowia i wysokiej formy. – Po operacji barku startowałem już w trzech zawodach, za każdym razem finiszując na podium, z czego bardzo się cieszę – mówi. Jego plany na ten rok obejmują wiele różnych wątków. – Chciałbym przede wszystkim odzyskać pełną sprawność barku i trenować fajnych ludzi – podkreśla założyciel ABC Arek Bike Center, który ma na swoim koncie szkolenie nie tylko początkujących zawodników, ale także czołowych postaci szeroko pojętego MTB w Polsce, oprócz Mai Włoszczowskiej m.in. Marka Konwę i Sławka Łukasika. – Chciałbym też zakończyć spore ruchy biznesowe, wyposażyć się w całe potrzebne mi zaplecze i w 2018 r. zdobyć mistrzostwo świata mastersów – deklaruje. Jak zaznacza, wszystkie te plany może się udać zrealizować, byle tylko zdrowie dopisywało. – Do pełnej sprawności jeszcze długa droga, a już chciałoby się wrzucić piąty bieg – mówi z rozmarzeniem. Do wrzucenia go mocno zachęca nowa szosówka. – To ostra zawodniczka. O takiej rakiecie zawsze marzyłem.